Stare polskie przysłowie, które każdy z nas zna głosi, że „miłość może zacząć się w żołądku”. Żyjemy jednak w XXI wieku i okazuje się, że może rozpocząć się też zupełnie inaczej. Obecnie dużą popularnością cieszą się różnego rodzaju aplikacje do randkowania (kto nie słyszał chociażby o Tinderze?). Algorytmy skrzętnie analizują dane, które podaliśmy przy rejestracji i próbują dobrać nam najlepszych dla nas (według algorytmów) partnerów.

Weszliśmy już jednak w 3 dekadę XXI wieku – czas, żeby w randkowaniu pomogły nasze geny. Amerykański profesor genetyki, George Church, chce przygotować szczególny typ biura matrymonialnego, w którym głównym czynnikiem dobierania partnerów nie będą tylko ich preferencje względem wyglądu czy profesji, ale głównie… informacja genetyczna. Na jakiej zasadzie miałoby to działać? Każdy z potencjalnych klientów tego szczególnego miejsca do poznania nowych ludzi musiałby zsekwencjonować swój genom. Kolejnym etapem byłoby zastosowanie specjalistycznych narzędzi bioinformatycznych, które pokażą czy poszczególne osoby są nosicielami alleli dla chorób genetycznych.

Dobieranie partnerów następowałoby w taki sposób, by możliwie jak w największym stopniu zmniejszyć ryzyko powstania chorób genetycznych u potencjalnego potomstwa partnerów. Idea profesora Churcha wzbudziła wiele kontrowersji. Przez niektórych nazywana jest współczesną eugeniką, inni z kolei wątpią w zainteresowanie tego typu pomysłem – przecież to, że kogoś pokochamy, nie zawsze jest decyzją całkowicie racjonalną!
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij w link.