Pandemia COVID-19 wymusiła zmiany nawyków sportowych u wielu Polaków. W momencie, gdy zamknięto siłownie zaczęto poszukiwać nowych form aktywności, w szczególności na świeżym powietrzu. W obecnym sezonie zimowym zdecydowanie największą popularnością zaczęło się cieszyć morsowanie. Stało się to nową modą, której prawie każdy chce spróbować. Obserwując rożne materiały, a także znajomych, zadziwia to, z jaką łatwością niektórzy wchodzą do lodowatej wody, podczas gdy inni za każdym razem mają wątpliwości. Może więc jest w tym jakaś doza genetycznego przystosowania?


Okazuje się, że owszem! Specyficzne warianty w genie ACTN3 powodują brak produkcji białka alfa-aktyniny-3, co okazuje się bardzo dobre dla „morsów”. W normalnych warunkach znajduje się ono w szybko kurczących się białych włóknach mięśniowych (oprócz tego w mięśniach obecne są także wolno kurczące się czerwone włókna mięśniowe, które nigdy nie posiadają białka alfa-aktyniny-3). U osób z brakiem białka będzie zaznaczona przewaga włókien czerwonych nad białymi. Dzięki temu, w momencie znacznego ochłodzenia ciała, przywrócenie prawidłowego napięcia mięśni nastąpi głównie dzięki skurczom mięśni – a nie dreszczom. Przywrócenie prawidłowego napięcia mięśni głównie przez skurcze zaoszczędza energię, co z kolei powoduje, że takim osobom łatwiej będzie utrzymać prawidłową temperaturę ciała podczas morsowania.


Niestety, nie ma nic za darmo. Lepsza oszczędność energii może spowodować zwiększone ryzyko otyłości oraz, co za tym idzie, cukrzycy typu 2. Osoby z brakiem białka alfa-aktyniny-3 muszą się więc więcej ruszać. Naukowcy wskazują także na zwiększone ryzyko upadków w starszym wieku, gdyż to głównie białe włókna mięśniowe kontrolują niespodziewane ruchy mięśni.
Nieważne czy mamy białko alfa-aktyniny-3 czy nie, warto spróbować morsowania – oczywiście jeśli nie mamy przeciwskazań zdrowotnych!


Więcej dowiesz się z artykułu:
Science Alert