Międzynarodowy Dzień Kobiet w Nauce został ustanowiony przez UNESCO w 2015 roku, aby podkreślić kluczową rolę kobiet w rozwoju nauki i nowych technologii.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z kobietami, które odważnie kroczą przez świat nauki,
realizując się w dziedzinach, które są ich pasją. Ich drogi przecięły się właśnie tutaj, w MNM Diagnostics, a dzisiaj mamy wyjątkową okazję do zadania im kilku, niekoniecznie prostych pytań.

AC: Skąd się wzięła pasja do tego, co robisz? 

Elżbieta Kaja: W dzieciństwie miałam bardzo wiele zainteresowań i pomysłów na siebie. Chciałam być m.in. sportowcem, tancerką, lekarką, fizjoterapeutą, a w końcu naukowcem. Zbierałam wiele różnorodnych doświadczeń, które pomogły mi wybrać najciekawszą dla mnie dziedzinę nauki, jaką jest właśnie biologia. W biologii zafascynowało mnie i nadal fascynuje połączenie klasycznej nauki
z najnowocześniejszymi technologiami. Od kiedy pojawiła się możliwość wykorzystania zdobytej wiedzy dla dobra ludzi, to moja pasja  do nauki zyskała nowy kształt.

Marzena Wojtaszewska: Jestem przyrodnikiem od kiedy pamiętam, z czasów gdy skończyłam 4 lata mam wciąż kolekcję piór, muszli
i rysunków zwierząt!  Z biegiem lat pasja biologiczna ewoluowała w kierunku biotechnologii i genetyki. Odkrywanie mechanizmów dziedziczenia i powstawania chorób genetycznych – w tym nowotworów – jest jak poznawanie zupełnie nowego Wszechświata,
w którym im więcej wiesz, tym więcej musisz się dowiedzieć! A przy tym – działasz w służbie ludziom. To niezwykle ekscytujące!

AC: Czy rozwój naukowy (zrobienie doktoratu) dało Ci satysfakcję?

Weronika Majer – Burman: Z perspektywy czasu zrobienie doktoratu było satysfakcjonujące. Aczkolwiek, muszę przyznać, że była to jedna z trudniejszych i najbardziej frustrujących rzeczy w moim życiu, dzięki czemu radość z jego ukończenia nie była odczuwalna
w taki sposób, w jaki wyobrażałam sobie, rozpoczynając go. Natomiast nie żałuję decyzji o rozpoczęciu doktoratu, który pozwolił mi rozwinąć się jako naukowcowi.

Paula Dobosz: To była tak długa droga, że raczej ulgę, bo momentami traciłam wiarę w to, że może się naprawdę udać. To
w kwestii doktoratu jedynie, do którego robiłam zresztą więcej niż jedno podejście. Natomiast rozwój naukowy i rozwój w ogóle to nieodłączne elementy mnie – nie wyobrażam sobie życia bez ciągłego uczenia się i doskonalenia, poszerzania możliwości. Zgodnie z Hipotezą Czerwonej Królowej jeśli się zatrzymasz, zaczynasz się cofać, więc ja nieustannie biegnę do przodu
i sprawia mi to ogromną satysfakcję.

AC: Czy żałujesz, że opuściłaś środowisko naukowe/akademickie?  

Ola Szopa: Teraz już nie, choć przez długi czas trudno było mi się z tym pogodzić, bo ukuty w liceum plan życia był taki, że umrę profesorem. Do dziś czasem mi się śni, że znowu jestem w labie! Natomiast nie jest niczym zaskakującym, że po zagłębieniu się
w środowisko zaczyna się dostrzegać jego mankamenty, głupie trudności, układy-układziki, skostniałe systemy, upadają autorytety – mogłabym wymieniać dalej – i obok ideałów, marzeń i wielkich planów pojawiają się wątpliwości, rozgoryczenie, obawy. W którymś momencie po prostu trzeba zrobić „reality check” – czy ja chcę w tym być? Czy to jest droga dla mnie? Czy jestem gotowa na poświęcenia, których wymaga bycie naukowcem? Ale też w drugą stronę – czy jestem wystarczająco dobra, żeby wnieść coś znaczącego? Co ja mam do zaoferowania nauce? Oraz pewnie w wielu przypadkach – czy robię to, bo naprawdę tego chcę, czy też po to, żeby spełnić oczekiwania rodziców, najbliższych? Myślę, że jest to niezmiernie ważne, aby być szczerym z samym sobą
w odpowiedziach na te pytania.
Choć obecnie bezpośrednio nie zajmuję się nauką, to sama jej bliskość w życiu zawodowym ogromnie mnie cieszy. I co najważniejsze – ta nauka, której jestem blisko teraz, jest wykorzystywana w praktyce, realnie pomaga.

Bardzo dobrze czułam się prowadząc zajęcia ze studentami. Akurat w tym konkretnym aspekcie brakuje mi dawnego środowiska stricte akademickiego.

Katarzyna Ginda – MakelaNie, chociaż nie czuję też, że całkowicie je opuściłam – cały czas utrzymuję kontakty i współpracę
z ośrodkami naukowymi, co sprawia, że mam dostęp do ‘nowinek’ a także możliwość śledzenia wyzwań, jakie stoją przed naukowcami. 
Do sektora prywatnego postanowiłam przejść podczas stażu w Oksfordzie, gdzie uświadomiłam sobie jak wiele znakomitych odkryć nie zostaje wykorzystanych w praktyce i jak wiele młodych firm potrzebuje pracowników z zapleczem naukowym, zainteresowanych komercjalizacją. Moja obecna rola znacznie lepiej łączy moją pasję z temperamentem : )

AC: Co dało Ci środowisko akademickie, a co komercyjne? 

KGM: Akademia mnie ukształtowała, dała wachlarz analitycznych umiejętności, pozwoliła poznać wspaniałych ludzi. Środowisko komercyjne pozwoliło zrozumieć jak odpowiadać na potrzeby klientów, jak poszukiwać połączeń pomiędzy światem akademickim
i konsumenckim. Interesuje mnie transfer technologii – to prężnie rozwijająca się dziedzina i coraz więcej ośrodków akademickich rozwija dedykowane temu zagadnieniu zespoły.

EK: Środowisko akademickie nauczyło mnie sztuki pracy laboratoryjnej, dało możliwość dyskusji z mądrymi ludźmi oraz poznawania świata. Środowiska komercyjnego dopiero się uczę. Wymaga to ode mnie bliższej współpracy z ludźmi oraz skupiania się na najważniejszych umiejętnościach oraz celach do osiągnięcia.

AC: Czy kobietom jest trudniej osiągnąć sukces w nauce? 

MW: Od czasu, gdy kobietom ze względu na płeć zabraniano wstępu na uniwersytety dużo się zmieniło, ale wciąż nie jest różowo: świadczy o tym choćby proporcja męskich i damskich nazwisk na pierwszych miejscach publikacji naukowych czy też niewielka liczba kobiet piastujących wyższe stanowiska
w Akademii. Nierówności pogłębia też na pewno macierzyństwo – sama miałam prawie dwuletnią przerwę w rozwoju naukowym, gdy zakładałam rodzinę. Sukces w nauce jest jednak dla kobiet zdecydowanie możliwy i szczerze wierzę, że w XXI wieku jedynym kryterium oceny wyników i publikacji będzie wyłącznie ich jakość,
a nie płeć autora.

PD: Zdecydowanie tak. Choć od przyznania kobietom prawa do studiowania minęło już ponad sto lat, wciąż widać ogromne dysproporcje nie tylko w zarobkach, ale też ilości reprezentantek w Akademii, na wyższych stanowiska w biznesie czy nawet w rządzie. Sądzę, że każda z nas mogłaby podać wiele przykładów dyskryminacji, jakich doświadczyła osobiście. To się jednak zmienia
i wspaniałym przykładem jest nasz MNM, gdzie kobiety stanowią większość nie tylko pracowników, ale też członków zarządu! : )

AC: Jaki jest Twój największy osobisty sukces?

MW: Skromnie:  bycie wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie, którą kocham. 

OSz: Odnoszę takie sukcesy (tak, liczba mnoga!) co jakiś czas. Każde pokonanie własnej słabości, strachu, obawy, niewiary w siebie to mój ogromny osobisty sukces. Regularne odnoszenie takich sukcesów otwiera mi drogę do dalszych sukcesów na innych polach. Dlatego te są największe. Po nich mogę wszystko.

PD: Wciąż żyję : ) Być może brzmi to jak oklepany slogan, jednak zważywszy na ilość zrobionych w życiu rzeczy, wciąż uważam to za wspaniały dar i staram się maksymalnie wykorzystywać każdy kolejny dzień. Nieustająco cieszę się także z bycia absolwentką Cambridge University MedSchool. Jednak najważniejszy sukces to taki, który jest wciąż przede mną, bo zdecydowanie wolę myśleć
o przyszłości niż o tym, co już było. 

KGM: Jestem dumna z tego, że ciągle się rozwijam i angażuję
w rozmaite projekty. 

EK: Moim największym osobistym sukcesem jest przygotowanie
i obrona doktoratu z dwójką małych dzieci w domu.

WMB: Moim największym sukcesem (i mam nadzieję, że to tylko początek) jest obrona doktoratu. Myślę, że może nawet nie obrona samego doktoratu jest największym osiągnięciem, a to ile się nauczyłam w trakcie i to, że nie zrezygnowałam pomimo przeszkód, które musiałam pokonać, żeby dotrzeć do tego miejsca, w którym jestem teraz.

AC: Jakie są Twoje naukowe autorytety?

EK: Moim pierwszym naukowym autorytetem była prof. Zofia Szweykowska – Kulińska, którą poznałam na trzecim roku studiów. Zaimponowała mi swoją pasją do przedmiotu, wiedzą i sposobem jej przekazywania. W obecnym czasie bardzo podziwiam kobiety, które pracują w czołówce światowych naukowców, jak zeszłoroczna noblistka Jennifer Doudna. Podziwiam wieloletnią ciężką pracę, determinację oraz kompetencje takich kobiet, które nie tylko prowadzą badania naukowe najwyższym poziomie, ale również są matkami. Jako matka trójki dzieci, dobrze wiem, jak trudna jest ciągła zmiana ról.

WMB: Parę lat temu miałam okazję być na wykładzie prof. Ady E. Yonath, po którym odbyło się spotkanie z panią profesor, opowiadała na nim o swojej karierze i życiu. Pamiętam, jak bardzo zaimponowała mi jej wytrwałość w dążeniu do celu, pomimo wielu lat badań nie dających przed dłuższy czas upragnionego rezultatu. Jej badania nad mapowaniem struktury rybosomu były wyśmiewane przez jej środowisko i nazywane nierealnymi, ale ona pozostała przy swoich badaniach i po wielu latach ciężkiej pracy osiągnęła upragniony sukces, otrzymując za niego Nagrodę Nobla.

PD: Mój izraelski szef Prof. Yechezkel Sidi, bo jest uosobieniem wszystkich tych cech, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy
o wspaniałym naukowcu, wyjątkowym lekarzu i do tego dobrym człowieku. Zawsze znajdował czas dla wszystkich i na wszystko, nikogo nie pozostawiał bez pomocy. 

OSz: Prof. Jennifer A. Doudna – pierwszy „poważny” artykuł naukowy, jaki przeczytałam, był m.in. jej autorstwa. To była miłość od pierwszego czytania i ogromnie się ucieszyłam, gdy w 2020 otrzymała Nagrodę Nobla, moim zdaniem, w pełni zasłużoną.

Dr Agata Tyczewska – moja opiekunka w trakcie badań do pracy magisterskiej, ogromne wsparcie merytoryczne (i nie tylko) w trakcie doktoratu. Dziękuję, Ag!

KGM: Albert-László Barabási – za bardzo ciekawy wybór tematyki badań, Maria Skłodowska-Curie za wytrwałość i, na co dzień, mój mąż, za obszerną wiedzę i wielowymiarowe podejście do analizowanych zagadnień.

MW: Ikoniczna Barbara McClintock. Kobieta, która niezłomnie, przez całe życie, dążyła do prawdy naukowej niczym czołg – nie zważając na mizoginię i szowinizm, które ograniczały jej możliwości kształcenia się i pracy naukowej. Wszyscy znamy ją przez pryzmat jej odkrycia horyzontalnego transferu genów, mało kto jednak pamięta, jak wielkie są jej zasługi dla cytogenetyki (mechanizm BFB, pierwszy opis crossing over, obserwacje poliploidii, pierwsza mapa genomu, opis genezy chromosomów pierścieniowych
i funkcji telomerów!). Wspomniane odkrycie mechanizmu transpozycji spotkało się z niezrozumieniem środowiska naukowego – wyprzedzało ówczesne zrozumienie genetyki
o prawie 20 lat. A wszystkie swoje obserwacje wywnioskowała na podstawie obserwacji koszmarnie niskiej jakości chromosomów – dziedzina w końcu dopiero raczkowała. Dla mnie jest ona Skłodowską genomiki.

AC: Czy gdybyś miała możliwość wybrania jeszcze raz swojej kariery zawodowej, to czy także poszłabyś ścieżką naukową? 

WMB: Chciałabym wierzyć, że ponownie podjęłabym taką decyzję. Ścieżka naukowa na pewno nie jest łatwą ścieżką, w wielu momentach wiąże się ona z ogromną frustracją. Natomiast z perspektywy czasu daje ona niezmierną satysfakcję i jest idealną drogą dla osób ciekawych świata i lubiących odkrywać procesy nim rządzące. 

OSz: Tak. Bez wahania. Natomiast gdybym mogła przejść tę drogę wiedząc to wszystko, co wiem teraz, pewne rzeczy rozegrałabym inaczej. Myślę, że byłoby więcej odwagi i pewności siebie w moich działaniach. Kilka decyzji podjęłabym inaczej. Myślę, że dzięki temu odniosłabym więcej korzyści dla siebie jako naukowca i być może oddałabym więcej światu nauki.