IMIĘ I NAZWISKO:
Paula Dobosz

STANOWISKO:
Chief of Scientific Development

DATA DOŁĄCZENIA DO GRONA MNM:
czerwiec 2019

KP: Skąd się wzięło się Twoje zainteresowanie immunologią nowotworów?

PD: Z artykułów i książek : ) Coś tam kiedyś przeczytałam o immunologii i związku z nowotworami, i nie uwierzyłam, że nic nie wiemy. To było wiele lat temu i teraz już coś wiemy, a na pewno więcej niż wtedy, ale nadal to takie białe plamy na mapie – totalnie mnie to wciągnęło i zapragnęłam wiedzieć więcej. Immunoonkologia to była wtedy raczkująca dziedzina, choć powstała w końcu XIX wieku, i dopiero odkrycia Noblistów z 2018 roku (Honjo i Allison) przywróciły jej należny blask. Immunoonkologia, wraz z terapiami celowanymi, to najskuteczniejsze metody leczenia nowotworów, dzisiaj nie trzeba już o tym nikogo przekonywać. Pozostaje wciąż bardzo wiele pytań, na które nie mamy odpowiedzi. Na przykład wiemy, że jeśli już immunoterapeutyki działają u jakiegoś pacjenta onkologicznego, to działają zwykle fenomenalnie i dają odpowiedź na bardzo długo. Nie wiemy na jak długo, bo wielu z tych pacjentów po prostu wciąż sobie żyje. Ale dlaczego nie działają u wszystkich pacjentów? I co zrobić, żeby zadziałały? 

KP: Twój blog Fakty i Mity Genetyki stał się na tyle popularny, że obecnie wchodzi w zakres obowiązkowych czasopism na Uniwersytetach i Uczelniach Medycznych! Opowiedz nam historię powstania tego bloga.

PD: To jest wielki powód do dumy, a zarazem wstyd mi, że tak bardzo go zaniedbuję z braku czasu. Powstał ponad 10 lat temu z braku, z potrzeby. W polskim internecie nie było wtedy miejsc, gdzie ludzie mogliby znaleźć rzetelne informacje z zakresu genetyki, książki były słabe i totalnie przeterminowane, a znajomość języka angielskiego pozostawała Achillesową piętą nie tylko studentów. Pomyślałam sobie, że może warto byłoby stworzyć takie miejsce, gdzie ludzie zadawaliby pytania, a ja starałabym się na nie odpowiadać. I dokładnie tak to na początku wyglądało. Teraz jest nas już więcej, poza odpowiadaniem na pytania internautów dzielimy się też najnowszymi doniesieniami z dziedziny genetyki medycznej, a na dodatek powstał magazyn Genetyka, którego każde wydanie przygotowuje sztab fantastycznych ludzi, zapraszając do dzielenia się swoją wiedzą wspaniałych specjalistów, nie tylko zresztą genetyków. Genetyka to także dyscyplina szczególnie podatna na tworzenie się fake news, dlatego sporą część naszej pracy pochłania rozprawianie się z głupotami. Czasem aż ciężko mi uwierzyć w bzdury, które ludzie wypisują w internecie – i szok jak w ogóle można w takie rzeczy wierzyć. To tylko pokazuje, jak wiele mamy do zrobienia w sprawie edukacji, nie tylko zresztą genetycznej. 

KP: Od ponad roku pracujesz jako Dyrektor ds Rozwoju Naukowego w MNM Diagnostics. Na czym dokładnie polega Twoja rola?

PD: Na ewolucji! Przy czym szybkiej ewolucji podlegam zarówno ja, jak i cały nasz MNM, i nie wyobrażam sobie życia bez tej naukowej ewolucji. Dbam o to, abyśmy wszyscy nieustannie mieli pełne ręce roboty: nowe, ciekawe projekty, udział w różnych wydarzeniach, konferencjach, konkursach, popularyzacja nauki. To funkcja, która łączy w sobie zarówno naukę i umiejętności managerskie, których muszę się najbardziej uczyć. To również praca z ludźmi, która nie zawsze jest łatwa i przyjemna, ale daje ogromnie wiele satysfakcji. Nie pozwala stanąć w miejscu, bo i nauka nigdy nie stoi w miejscu. Coś, czym zajmowaliśmy się w ubiegłym roku, w zasadzie jest już nieaktualne, więc trzeba szybko nowe rzeczy zaimplementować, zmodyfikować, a może nawet wynaleźć. To nasz chleb powszedni, zmienianie rzeczywistości i zmienianie siebie. Można powiedzieć „OK, nowotwory są, zawsze były i zawsze będą. Ludzie będą umierać z ich powodu. Trzeba się do tego przyzwyczaić.” A my się z tym nie zgadzamy, ten stan rzeczy można zmienić, ale oczywiście nie dokona tego jeden człowiek w jednej chwili. Potrzeba wielu zmian dokonywanych konsekwentnie i systematycznie, to już się dzieje. 

KP: W pracy nawiązujesz kontakty z różnymi osobami, z różnych środowisk, z różnorodnym doświadczeniem. Jak przebiegają pierwsze rozmowy? Jak się do nich przygotowujesz? Jak przełamujesz lody? 

PD: To bywa szalenie ciężkie i stresujące, zwłaszcza dla osoby o dość introwertycznym nastawieniu. Do każdego spotkania staram się dobrze przygotować przede wszystkim merytorycznie. Zdarza mi się również czytać o osobie, z którą zamierzam się zobaczyć, zwłaszcza, jeśli jest to ktoś znany i mądry. Staram się zrozumieć, gdzie mamy wspólne pola porozumienia, co nas interesuje i co możemy zrobić razem. Nie znam pojęcia konkurencji, uważam, że to zabija naukę i rozwój w nauce, bo żaden Noblista nie dokonał niczego solo – każdy z nich miał za sobą armię gigantów. 

Takie spotkania to również okazja do mojego własnego rozwoju – pomimo ogromnego stresu, jaki się z nimi wiąże, zawsze uczę się czegoś nowego, poznaję fantastycznych ludzi, których pewnie nie miałabym okazji poznać w żadnej innej pracy. Daje mi to bardzo wiele satysfakcji i bardzo to lubię. Ale zdarza się, że po takim spotkaniu padam na łóżko i śpię kilkanaście godzin : ) 

KP: Gdzie widzisz największy potencjał w leczeniu raka – która technologia ma szansę stać się dostępną dla każdego?

PD: Wyłącznie leczenie spersonalizowane. Wciąż wielu ludzi postrzega raka jako jedną i tą samą chorobę, a to kolosalny błąd, który sprawia, że ludzie wciąż na raka umierają. Każdy człowiek jest inny, każdy nowotwór jest inny. Wiedzą to doskonale analitycy genomowi z naszego zespołu – pomimo faktu, że przeanalizowali już tysiące przypadków, nie sądzę, aby znaleźli dwa takie same nowotwory. A zatem jakim cudem wciąż upieramy się, żeby wszystkich pacjentów leczyć tak samo? To przecież nie może się udać. Każdy nowotwór jest chorobą naszego genomu, wynika z mutacji, które nam się gdzieś tam w ciągu życia przydarzają. Trzeba je dokładnie zidentyfikować i połączyć z odpowiednim leczeniem, innymi słowy – znaleźć słabe punkty danego nowotworu i dokładnie w nie uderzyć. Precyzyjnie i skutecznie. Nie ma i nigdy nie będzie „jednego leku na raka”, i tutaj patrzę na wszystkich pismaków, którzy chętnie takie brednie wypisują. 

KP: Jak najchętniej spędzasz czas wolny? Może zdradzisz jakąś ciekawostkę o sobie?

PD: Najchętniej w lesie albo na jakimś parkiecie, może być taneczny, może być squashowy. I to głównie dlatego, że w okolicy nie ma akurat blisko gór, w które można by wyskoczyć po pracy. To wcale nie jest tylko problem Warszawy. Jakoś tak dziwnie się składa, że wszystkie ośrodki naukowe, w których dotychczas pracowałam, zawsze są bardzo daleko od gór. Muszę dobrze przemyśleć ewentualne przyszłe lokalizacje ; )