CRISPR w garażu i PCR w kuchni

Czy słyszeliście o ruchu “DIY-bio”?

To może wydać się szokujące, ale na e-bayu można kupić używany termocykler za kilkaset złotych, za drugie tyle można kupić wirówkę, zestaw do elektroforezy lub komplet wzorcowanych pipet. I ludzie “z ulicy” ten sprzęt kupują, a potem we własnym domu transformują drożdże, genotypują swoja rodzinę lub produkują plazmidy…

Ruch zwany biohakerami albo “Do-It-Yourself Bio” jest niczym garażowi komputerowcy
z początku ery PC: eksperymentują w samodzielnie zmontowanych garażowych laboratoriach – czasami na własny użytek, a czasami by pokazać, że wielkie koncerny farmaceutyczne nie muszą mieć monopolu na leki biologiczne lub procedury diagnostyczne.

W Stanach powstają nawet tzw. “community labs“, czyli wspólnoty domorosłych samouków
i wykształconych biotechnologów po doktoracie, którzy gromadzą sprzęt i środki by prowadzić własne badania bio-medyczne (np opracowywać własne testy na COVID czy produkować insulinę!).

Są to kontrowersyjne przedsięwzięcia z uwagi na bezpieczeństwo, jednak warto przyjrzeć się im bliżej bo to niezwykły symbol naszych czasów.