Wyobrażacie sobie wizytę u dentysty bez znieczulenia? Lub sytuację, w której znieczulenie działa jedynie kilka minut? Z pewnością bardzo szybko rozwiniecie dentystyczną traumę, a do tego niewielu stomatologów będzie chciało wierzyć, że naprawdę boli, że nie przesadzacie i nie panikujecie bez powodu.

Istnieje niewielki odsetek osób na świecie, które pozostają niewrażliwe na lokalne substancje znieczulające. Niewiele jeszcze wiemy na temat mechanizmów powstawania tego zjawiska, które jest kłopotliwe zarówno dla pacjenta, jak i lekarzy. Wiadomo już, że istnieje kilka mutacji, które mogą wpływać np. na budowę kanałów sodowych lub szybkość metabolizowania leków, dając w efekcie częściową lub całkowitą niewrażliwość na pewne substancje. Do takich genów należą m.in. CYP2C8, CYP2D6, SCN5A. U kobiet dodatkowo sprawę komplikują wahania hormonów związane z cyklem menstruacyjnym – zdarza się, że danego dnia nie udaje się znieczulić pacjentki w ogóle, a kilka dni później możliwe będzie uzyskanie „akceptowalnego” poziomu bólu. Nie jest fajnie, co?

Ciekawostką jest, że również część pacjentów z zespołem Ehlersa-Danlosa (EDS) wykazuje niewrażliwość na lokalne znieczulenia, co sugeruje, że być może pewne nieprawidłowości w budowie lub funkcjonowaniu tkanki łącznej mogą mieć znaczenie. Badań jest bardzo niewiele, a jedyną istniejącą alternatywą dla wielu pacjentów pozostaje… narkoza.

Dentyści nachylający się nad pacjentem z narzędziami stomatologicznymi, na dole obrazka podpis ,,spokojnie, nie będzie bolało"

Źródło ciekawostki genomowej znajdziecie TUTAJ.